Dobre słowo


Kopalnia Guido, fot Tomasz Jodłowski

Kopalnia Guido, fot Tomasz Jodłowski

Recykling przemysłowego skansenu

prof. Marek S. Szczepański, socjolog

Przez długie dekady, a nawet stulecia, górnośląskie i zagłębiowskie kopalnie węgla kamiennego stanowiły rdzeniowy element wspólnot społecznych. Tworzyły nie tylko miejsca pracy, dawały chleb całym rodzinom, ale także organizowały życie kulturalne, stanowiąc centrum ustalonych wartości, miejsca nieomal święte. W cieniu kopalnianego szybu, mimo wielu zagrożeń i zbiorowej bojaźni o los fedrujących górników, toczyło się plebejskie życie oparte na czytelnym ładzie i porządku, zakłócanym czasem przez lokalnych łotrzyków i sowizdrzałów.

Prof. SzczepańskiW realnym socjalizmie polityczna apologia górnictwa i kopalń osiągnęła szczyt absolutny. Węgiel nazywano wówczas czarnym złotem, kopalnie traktowano jak ikony rozwoju, a system zróżnicowanych uprzywilejowań nabrał przesadnych rozmiarów. Tragicznym i symbolicznym zarazem zerwaniem z takim myśleniem była interwencja, w grudniu 1981 roku, w kopalni Wujek i śmierć dziewięciu górników broniących swojej „gruby dobrodziejki” przed oddziałami milicji i wojska. Już kilkanaście lat później wiadomo było, że część kopalń, wcześniej czy później, zostanie zamknięta, węgiel przestanie być cennym kruszcem i stanie się normalnym towarem, a górnicy stracą status cywilizacyjnych bohaterów.

Kres kopalni jest zawsze poruszającym i dramatycznym dla wspólnoty lokalnej aktem. Górnicy wydobywają ostatni kęs węgla, zabierają figurę świętej Barbary i w nieśpiesznym kondukcie wędrują do najbliższej fary. Zawsze wtedy powstaje kwestia, co stanie się z dotychczasowymi pracownikami, ich rodzinami, czy istniejącą wspólnotę gospodarowania zastąpi inna, dająca chleb i podtrzymująca dotychczasowe więzi?

Niemal zawsze refleksji towarzyszy namysł nad mieniem kopalni, jej budynkami, często o niepospolitej urodzie, maszynami i konstrukcjami. To niemi świadkowie historii poszczególnych ludzi, wspólnot pracowniczych, depozytariusze zbiorowej pamięci, lokalnej i regionalnej. Uczestniczący w tragediach i dramatach górniczych, ale i w radościach tej grupy zawodowej. Stanowiący elementy naturalnej scenografii zdarzeń kompletnie nieprzewidzianych, takich choćby jak zamach w 1959 roku na Nikitę S. Chruszczowa, radzieckiego przywódcę przebywającego w regionie. Dlatego z tych właśnie względów zasługują na życie po życiu, na lifting czy recykling. Oczywiście nie wszystkie obiekty, ale głównie te, które są niepowtarzalne, zadziwiające, i jak katedry stanowią zabytki kultury materialnej.

We wszystkich zagłębiach europejskich, w Niemczech, Anglii, Walii, Belgii, we Francji podjęto taki właśnie kosztowny wysiłek, aby dla kolejnych pokoleń zachować świadectwa historii, unaocznić losy ojców, dziadków i całych generacji fedrujących już w Winnicy Pana. Oniemiałem, kiedy po raz pierwszy trafiłem do Zollverein w Essen, dawnego kompleksu kopalni i koksowni, ważnego punktu industrialnego na mapie Zagłębia Ruhry w Republice Federalnej Niemiec. W zamkniętych zakładach, pięknie iluminowanych, obejrzałem nieczynne już instalacje górnicze, wybrałem się do galerii sztuki, zjadłem solidny obiad w kantynie, spędziłem dobre chwile w kinie, a na koniec pogawędziłem z miłośnikami nurkowania, którym urządzono tutaj miejsce treningowe. Gdybym był młodszy, mógłbym uczestniczyć w gigantycznej techno-dyskotece, odbywającej się między górniczymi maszynami oplecionymi linami wyciągowymi i nasyconymi przemysłowymi smarami. Było to w istocie życie dane po życiu, w którym zachowano pejzaż industrialny, ale część budynków pełni zgoła nowe już funkcje, o których w najbardziej wyrafinowanej fantazji nie myśleli dawni górnicy.

Ważne zatem, aby również w warunkach górnośląskich i zagłębiowskich wykonać kosztowne, choć warte pieśni, działania zmierzające do ocalenia od ruiny i niepamięci zarówno kopalń, jak i zabudowań przemysłowych. Wszak stać się one mogą miejscami edukacji, refleksji, zabawy,modlitwy czy w końcu atrakcjami Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego.

Już teraz jest oczywiste, że władze niektórych miast, takich choćby jak Zabrze, wiele sobie obiecują po turystyce przemysłowej. Szukają kompetencji wyróżniającej właśnie w odnowionych lub poddawanych sanacji obiektach industrialnych.

Tym i innym poczynaniom przyjrzała się dwójka utalentowanych autorów albumu „Drugie życie kopalń”, który ukazał się w 2013 r.: Karolina Baca-Pogorzelska i Tomasz Jodłowski. Pierwsza przygotowała staranne noty historyczne 22 kopalń, dokładając do nich czasem autopsyjne i autobiograficzne wątki, drugi zaś wykonał z pietyzmem intrygujące zdjęcia. Ogląda się je nie tylko z głęboką nostalgią, ale również z podziwem dla dbałości o szczegół architektoniczny, urbanistyczny czy konstrukcyjny projektantów. Światło i cień wydobywają niepowtarzalnego genius loci, zaklętego w portretowanych obiektach, strzegących w milczeniu swoich tajemnic i dziejów dawnych ich budowniczych oraz użytkowników.

A obecne losy są naprawdę zdumiewające. Niektóre z kopalń, a raczej pewne ich części, wciąż pracują, zatrudniają górników, wydobywają węgiel i dokumentują, niczym mityczny Feniks, swoją żywotność. Inne stały się częścią największego centrum handlowego w województwie śląskim, nowej świątyni konsumpcji, której progi przekroczyło w 2013 roku 14 milionów wizytantów. Kolejne użyczyły swojej przestrzeni szkole wyższej i dumnie komunikują, że są miejscami przyjaznymi myśleniu. W jeszcze innych odszukujemy urządzenia rekreacyjne, w tym ścianki wspinaczkowe. Te ostatnie dowodzą, że w dawnej kopalni można nie tylko zjeżdżać na dół i wyjeżdżać na powierzchnię, ale wbrew górniczej tradycji piąć się ku górze i lewitować jak na obrazach Marca Chagalla. I na koniec, całkiem niemała grupa przemysłowych ikon niszczeje.

Na zdjęciach uderza szczególny dla regionu rodzaj budulca. To czerwona cegła, materiał niezwykle plastyczny, przyjazny człowiekowi, w odróżnieniu od wielkiej płyty i banalnych prefabrykatów. Cieszy mnie publikacja tego albumu i praca jego autorów. Wacław Potocki, mistrz poezji barokowej, słusznie pisał:

Próżna ufność w marmurze,
Próżna i w żelazie.
To trwa do skonu świata,
Co na papier wlezie.

Za sprawą tej publikacji 22 kopalnie i ich konstruktywistyczne otoczenie skutecznie zagościły na nieśmiertelnym papierze.

Drugie życie

 Zobacz także:

Drugie życie kopalń
Kopalnie na stronach
„Drugie życie…” w mediach