Za miesiąc Barbórka…


Gdy 9 lat temu rozpoczynałam moją przygodę z górnictwem, nie myślałam Barbórce w ogóle – poza tym, że niespełna miesiąc po swoim debiucie w węglowych tematach musiałam chyba coś o niej napisać. Za to 10 lat temu, mimo iż o górnictwie nie pisałam, to wiedziałam, że będzie to bardzo smutna Barbórka. Smutna, bo przypadała dwa tygodnie po największej tragedii współczesnego górnictwa, czyli po katastrofie w kopalni Halemba. 21 listopada 2006 r. zginęły w niej 23 osoby. Pamiętam, że gdy oglądałam relację, mówiłam sobie: „Boże, jak dobrze, że ja nie zajmuję się takimi strasznymi tematami”. Mi przyszło zmierzyć się w 2009 r. z równie wielką tragedią, gdy 18 września w katastrofie na ruchu Śląsk kopalni Wujek życie straciło 20 górników. W 2011 r. kilkadziesiąt godzin spędziłam podczas akcji ratunkowej w kopalni Krupiński, a w 2014 r. „moi” ratownicy (czyli bohaterowie książki „Ratownicy. Pasja zwycięstwa”, którą wydałam wraz z Tomkiem Jodłowskim) przez dwa miesiące szukali dwóch górników po silnym wstrząsie również na ruchu Śląsk.

Dlaczego to wszystko wspominam? Bo we wtorek zjeżdżam na dół po raz chyba 56. – tym razem do kopalni Halemba-Wirek. Jednej z tych nielicznych, gdzie moja noga na dole jeszcze nie stanęła. Postanowiłam przypomnieć w DGP historię tych tragicznych wydarzeń sprzed lat. Aż trudno uwierzyć, że minęło tyle czasu. A jeszcze trudniej uwierzyć, że rodziny ofiar kolejny raz przechodzić będą przez koszmar procesu sądowego. W Gliwicach bowiem niedawno ruszył ponowny proces w sprawie tej katastrofy.

Za PAP: „Prokuratura Okręgowa w Gliwicach zamknęła śledztwo w tej sprawie w czerwcu 2008 r. W całej sprawie oskarżonych było łącznie 27 osób, część z nich od razu dobrowolnie poddała się karze. Na ławie oskarżonych w głównym procesie zasiadało 17 mężczyzn. W styczniu 2015 r. po ponad sześciu latach procesu Sąd Okręgowy w Gliwicach na 3 lata więzienia skazał b. szefa działu wentylacji Marka Z., oskarżonego o sprowadzenie katastrofy. 14 innych oskarżonych, wśród nich b. dyrektor kopalni Kazimierz D., usłyszało wówczas wyroki w zawieszeniu, dwóch uniewinniające. Marek Z. jako jedyny został wówczas skazany na karę bezwzględnego pozbawienia wolności (prokuratura domagała się dla niego ośmiu lat). Pozostali dostali kary pozbawienia wolności w zawieszeniu, także b. dyrektor, dla którego prokuratura chciała siedmiu lat więzienia bez zawieszenia. W lutym br. rozpoznający odwołania od wyroku z I instancji sąd apelacyjny w części uchylił w wyrok – do ponownego rozpoznania skierował sprawy Marka Z., Kazimierza D. i Jana J. – b. naczelnego inżyniera kopalni, który sprawował też funkcję zastępcy kierownika ruchu zakładu. Marek Z. został prawomocnie skazany przez sąd apelacyjny na cztery miesiące więzienia jedynie za to, że już po katastrofie kazał podwładnemu fałszować dokumentację dotyczącą odczytu stężeń gazów w kopalni. Zwracając sprawę do ponownego rozpoznania sąd apelacyjny zaznaczył, że mimo uchylenia wyroku wobec trzech oskarżonych „problem zawinienia” w tej sprawie pozostaje kwestią otwartą. Skład orzekający uznał, że aby bardziej precyzyjnie ocenić zachowanie oskarżonych w ponownym procesie sąd I instancji powinien zasięgnąć opinii biegłych.”

Ale rocznica Halemby to nie jedyny powód tego wpisu. W tym roku też będzie smutna Barbórka, choć z innych powodów. Zresztą od kilku lat wielu powodów do radości nie było, ale Dzień Górnika to jednak tradycja. A jak tradycja, to świętować trzeba. Oczywiście, w tym roku też będą karzmy, biesiady, babskie combry. Ale… no właśnie. Chyba nikt nie ma już wątpliwości, że sytuacja sektora jest tragiczna. Finansowo to misterna inżynieria, która cały czas jakoś jeszcze działa. Jak długo? Tego nie wiem. Wiem za to, że dla części kopalń to będzie ostatnia Barbórka albo przynajmniej jedna z ostatnich. Czy się to resortowi energii podoba, czy nie, pewne rzeczy trzeba powiedzieć wprost.

W sierpniu opublikowałam w DGP czarną listę kopalń do zamknięcia (szczegóły tu http://serwisy.gazetaprawna.pl/energetyka/artykuly/964612,czarna-lista-kopaln-wegla-do-zamkniecia.html). Dzisiaj, po trzech miesiącach, podpisuję się jeszcze bardziej pod każdą z kopalń, dla których time to say goodbye. W wielu przypadkach decyzje wciąż nie zapadły, kupuje się czas i spokój związkowców, ale sprawa jest niemal oczywista – przy dzisiejszych cenach (tak, chwilowo rosną) i zapotrzebowaniu na węgiel energetyczny, przy nadprodukcji ok. 10 mln ton, a przede wszystkim przy naszych kosztach po prostu nie damy rady zjeść ciastka i mieć ciastka.

Sprawa części opisanych przeze mnie kopalń już dzisiaj jest jasna. 29 listopada walne JSW ma wydać zgodę na likwidację w 2017 r. kopalni Krupiński. Jas-Mos z JSW już trafił do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. W Polskiej Grupie Górniczej w sumie nie za wiele się zadziało w kwestii likwidacji kopalń od momentu jej powstania 1 maja 2016 r. Ale to względny spokój. W styczniu do SRK trafi część kopalni Pokój (docelowo cała zakończy żywot do 2020 r.). Do SRK w 2017 r. ma trafić także Sośnica, a także wspomniana wcześniej Halemba-Wirek (chyba, że jakimś cudem po pierwszym półroczu 2017 r. wykaże, że odbiła się od dna, czego nie jest w stanie wykazać od lat). Z czasem PGG pozbędzie się również większej części Rydułtów – ciężar wydobycia złóż tej kopalni przejmie Marcel. Z kolei w Katowickim Holdingu Węglowym zgodnie z tym, co pisałam pozostaną tylko dwie kopalnie (które albo będą pracować pod szyldem KHW, albo zostaną włączone do PGG). To Murcki-Staszic i Mysłowice-Wesoła. Wujek wraz z ruchem Śląsk oraz Wieczorek również trafią do likwidacji. Na liście mamy jeszcze kopalnię Makoszowy – ciekawy przypadek, bo w SRK już od ponad roku, a nadal fedruje. Jej załoga szuka inwestora, ale resort energii raczej skłania się ku jej zamknięciu.

Sporo, prawda? No właśnie. Mam nadzieję, że resort energii zdąży wygrać ten wyścig z czasem nie kładąc na łopatki całego sektora. To moje życzenie na Barbórkę.

Karolina Baca-Pogorzelska