Bruksela znowu da się nabrać?


Szczerze przyznam, że gdy czytałam w „Dzienniku Zachodnim” informacje o tym, że to właśnie Towarzystwo Finansowe Silesia ma być trzecim inwestorem w Katowickim Holdingu Węglowym i dołożyć na jego ratowanie 200 mln zł (Enea 350 mln zł, Węglokoks 150 mln zł) – nie chciało mi się w to wierzyć. Zwłaszcza, że doskonale pamiętam to, co z TF Silesia działo się rok temu. A rok temu było tak.

Od stycznia do wakacji nie udało się stworzyć tzw. Nowej Kompanii Węglowej (dzisiejsza Polska Grupa Górnicza powstała przecież 1 maja 2016 r., czyli już za kadencji obecnego rządu, który zagrał po mistrzowsku tworząc PGG i realizując de facto koncepcję PO-PSL, z którą poprzedni rząd nijak sobie nie poradził). Planów było wiele. Energetyka broniła się przed tym bonusem jak tylko mogła. I nawet jej to wychodziło. Najsprytniej zagrała Enea wypowiadając w sierpniu kontrakt na dostawy węgla Bogdance, a potem ogłaszając wezwanie na jej akcje (za 1,4 mld zł poznański koncern energetyczny nabył 60% akcji Lubelskiego Węgla – to najlepszy deal jeśli chodzi o zaangażowanie energetyki w sektorze węgla kamiennego). A Kompania Węglowa wciąż miała pod górkę (wtedy nikt się nie zajmował za bardzo JSW – bo giełdowa i KHW – bo sobie radził). Skoro energetyka nie wyczuła tego biznesu, rząd szukał innych sposobów. Królikiem wyciągniętym z kapelusza miało być państwowe Towarzystwo Finansowe Silesia, które miało zostać dokapitalizowane niewielkimi pakietami akcji spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa (PGE, PZU, PGNiG). Te zaś warte wówczas ok. 1,4 mld zł miały być zabezpieczeniem kredytu na ok. 1 mld zł, który zostałby przeznaczony na inwestycje w ówczesnej Kompanii Węglowej. Gdy wydawało się, że to tak genialne w swej prostocie – odezwała się Bruksela. Oczywiście nieformalnie, ponieważ formalnie, a raczej oficjalnie nie odezwała się w tej sprawie do dziś, ale plan z udziałem TF Silesia umarł. Nikt bowiem nie chciał ryzykować konieczności zwrotu pomocy publicznej (UE godzi się na nią tylko przy zamykaniu, a nie ratowaniu kopalń) – wtedy bowiem kopalnie skończyłyby jak stocznie.

Przypominam to dzisiaj, bo patrząc na skład przymusowych ochotników ratujących KHW i to pokaźną kwotą 700 mln zł – mam jednak wątpliwości, czy Bruksela da się nabrać na ten myk po raz drugi. Ale ja się w sumie na tym nie znam…

Karolina Baca-Pogorzelska