NIK chwali ratowników, ale…


Karolina Baca-Pogorzelska

W poniedziałek rano wyniki kontroli bliskiego mi jako autorce książki „Ratownicy. Pasja zwycięstwa” ratownictwa górniczego opublikuje Najwyższa Izba Kontroli. Mi udało się go zdobyć chwilę wcześniej, dlatego się z Wami podzielę kilkoma wnioskami.

System ratownictwa górniczego w Polsce działa sprawnie i pozwala na skuteczne prowadzenie akcji ratowniczych. Jednak zdaniem NIK dla utrzymania sprawności na wysokim poziomie, konieczne jest wypracowanie innego sposobu finansowania usług gotowości do udziału w akcjach  realizowanych przez Centralną Stację Ratownictwa Górniczego – wynika z kontroli NIK.

W latach 2014-2017 w polskich kopalniach węgla kamiennego doszło do ponad 6,5 tysiąca wypadków, w których zginęło 52 górników a 43 zostało ciężko rannych. Mimo iż kopalń mamy coraz mniej, to liczba wypadków nie spada wprost proporcjonalnie. I praca ratowników górniczych wciąż jest bardzo potrzebna.

Jak ustalono w trakcie kontroli, służby ratownicze były prawidłowo zorganizowane oraz spełniały wymagane standardy w zakresie wyposażenia, stażu, wieku i kwalifikacji członków drużyn ratowniczych. Jednak nie wszystkie. W jednym z czterech skontrolowanych zakładów górniczych (Zakład Górniczy Janina należący do Tauron Wydobycie) stwierdzono m.in., że z 27 ratowników objętych badaniem tylko jeden, w roku 2014 i jeden w roku 2015, uczestniczyli we wszystkich, tj. sześciu wymaganych ćwiczeniach.

Najwyższa Izba Kontroli ustaliła, że bezpieczeństwo medyczne dla 29 śląskich zakładów górniczych, w tym 24 prowadzących wydobycie świadczyli w tym samym czasie ci sami lekarze. Usługa ta wykonywana była przez jedną firmę, a analiza harmonogramów dyżurów jej lekarzy za II kwartał 2017 roku wykazała, że były one identyczne dla 29 zakładów górniczych. Sytuacja ta, w ocenie NIK, może stanowić zagrożenie dla sprawnego prowadzenia początkowego etapu akcji ratowniczej, w przypadku wystąpienia więcej niż jednego zdarzenia wymagającego prowadzenia akcji ratowniczej w tym samym czasie.

Przedsiębiorcy górniczy, zobligowani przepisami ustawy Prawo geologiczne i górnicze, zawierali z Centralną Stacją Ratownictwa Górniczego umowy na gotowość udziału w akcji ratowniczej oraz udział w takich akcjach. Jednak opłaty za świadczenie wyżej wymienionych usług nie były skoordynowane z ponoszonymi kosztami i pokrywały je zaledwie w ok. 70%. Pomimo, że podstawowa działalność Spółki była nierentowna Stacja Ratownictwa osiągała dodatnie wyniki finansowe. Strata na podstawowej działalności była niwelowana zyskami z pozostałej działalności, zwłaszcza szkoleniowej i usług komercyjnych.

NIK zaleciła wypracowanie nowego sposobu finansowania usług gotowości, który umożliwi pełne pokrycie uzasadnionych kosztów ponoszonych przez CSRG z tego tytułu. Koszty te obecnie stanowią ponad 85% całkowitych kosztów działalności.

Organy nadzoru górniczego właściwie sprawowały nadzór nad Jednostką Ratownictwa oraz kopalnianymi stacjami ratownictwa górniczego i, poza jednym przypadkiem, adekwatnie reagowały na sygnały o zagrożeniach. Okręgowy Urząd Górniczy w Gliwicach, pomimo uzyskania informacji, że dyspozytor ruchu, tj. osoba która prowadzi akcję ratowniczą w początkowym jej etapie, nie zna rozkładu wyrobisk i w razie zagrożenia nie będzie potrafił wyprowadzić załogi z zagrożonego rejonu, dopiero po 51 dniach zweryfikował powyższą informację. Informacje dotyczące dyspozytora okazały się prawdziwe, dlatego został on odsunięty od swoich obowiązków, jednak do tego czasu przepracował jeszcze 36 roboczodniówek.

Najwyższa Izba Kontroli zwróciła się do Ministra Energii o zweryfikowanie poprawności parametrów określonych w obecnie obowiązującym rozporządzeniu Ministra Energii z 16 marca 2017 r. w sprawie ratownictwa górniczego, wg których podejmuje się prace profilaktyczne w celu likwidacji zagrożenia pożarowego. Potrzeba zweryfikowania wynika z rozbieżnych stanowisk Prezesa WUG oraz Prezesa CSRG i Przewodniczącego Związku Zawodowego Ratowników Górniczych w Polsce w tym zakresie.